The Journey Begins

Thanks for joining me!

Good company in a journey makes the way seem shorter. — Izaak Walton

post

Reklamy

Kolejna kartka zapisana

Jest mi miło,
dziewczyno,
co szaro-zielonymi oczyma spoglądasz.
Spoglądałaś kiedyś nimi na mnie,
z przychylnością w nich.
Blond dziewczyno,
naturalna,
jak potok górski, który płynie korytem rzeki, od dawna.
Wiatr wieje,
włosy nasze burzy,
oddzielił nas od siebie, w wspólnej podróży,
podobnej onegdaj.
Inspiracjo ma największa,
dzięki tobie piszę ów wiersza.
Podobieństw w nas nie sposób zliczyć,
różnic między nami nie można się jednak wyprzeć.
Zrozumienie tego trochę czasu mi zajęło,
serce moje ponad tego,
nie zasnęło.
Z powodu, w pamięci mej, oblicza twego,
urodziwego.
To już koniec, kolego.

———————————————-

Orte

Na co liczę? Aplauz usłyszę?

Poezja nieskomplikowana,
do serc skierowana.

 🙂

———————————————-

Wspomnienia życia, dokonania,
podróże, zastoje,
obserwacje.
Każda życia pociecha, w chwili śmierci stanie się nieistotna,
ulotna,
zapomniana,
gdy nie zostanie na papier wylana,
potomności przekazana.

———————————————-

Orte

Wyroki sroki

Odpowiedzialność. Rzecz to niebywała, gdyż ta obecna niedomagała, sprostać wyzwaniu chciała. Każdego dnia się starała, udowodnić coś światu chciała, lecz ciągle była zbywana, niedostrzegana, stąd poczuła się ignorowana. W zapętleniu się znajduje, krzywdę to w niej powoduje, ucieczkę wywołuje. Nie wie jak funkcjonuje, czy sprzeciwić się umie, wciąż udowodnić coś innym próbuje. Wariuje. Gniewu w niej przez to niemało. Lecz ciągle próbuje, zaszczytu doznać próbuje. Odpowiedzialność za coś, za kogoś przejąć próbuje, gdyż inaczej nie umie. Odpowiedzialności za siebie wziąć nie umie, gdyż ciągle ją ktoś do czegoś obliguje, a ona, hmm… Tak właśnie postępuje, w siebie się nie wsłuchuje, rozkazy innych wykonuje, sprzeciwić się nie umie. Odpowiedzialność za swe życie przejąć nie umie, powiedzieć: nie, dziękuję. Stąd też potrzeb swoich nie dostrzega, gdyż wmówiła sobie: ci ich nie potrzeba! Zatem nie decyduje, decyzji pojąć nie umie.

 Odpowiedzialność.

Jakie uczucia w tobie wywołuje? Kiedy, w jakich sytuacjach twoje zaangażowanie obliguje? Jak jest z tobą? Kierujesz się swą wygodą, czy czyjąś stroną, czyjąś wygodą?

———————————————-

Orbitujesz,
a już za chwilę,
na ziemi
stacjonujesz.
Tak w swej głowie,
wariujesz,
różne scenariusze życia,
budujesz,
niepotrzebnie się tylko,
frustrujesz,
w ten sposób życie sobie,
rujnujesz,
jednak za sprawą świadomości tego, życie swoje
wyrestaurujesz.

———————————————-

Orte

Chaber bławatek

Schemat działania, mego zamartwiania. Się przełamałem, gdyż w końcu zrozumiałem czemuż tak się zachowywałem. Czemuż płakałem, czemu bolało, czemu rozstać się nie chciało. Serce moje schemat przez lata pewien poznało, przez co inaczej funkcjonować nie umiało. Miłości, ciepła zaznać chciało. Sposób dziwny obrało. Siebie przy tym rujnowało, samookaleczało. Przynajmniej wiedziało, że coś je doceniało, się wydawało, że podziwiało. Rozkosz chorą z tego miało. Tak mnie od najmłodszych lat kształtowano. Rozumiem co się ze mną stało. Dorosnąć pora. Wsadzić stare nawyki, ubrania, do wora. Wynieść go pewnego wieczora. Oddać właścicielowi go już pora. Zabieraj co mi dałaś, jak mnie przez lata wychowywałaś, jak me uczucia do ludzi kształtowałaś. Zdewastowany. Zasiać więc ziarno nowe trzeba, gdyż stare już umiera. Otworzyć się już czas, chyba będzie dla mnie w sam raz. Relacje z ludźmi budować, nie wiecznie się chować. Wychodzę więc z mej nory, jeszcze do poręczy przyklejony. 

Doznaje pierwsze chwili wzwody, promieniem światła zostałem otulony. Wychodzisz? Czy jeszcze chwilę poczekasz? Na co ty czekasz? Mówisz, że tu bezpiecznie? Że przecież tu nie wieje? Przeziębić się boisz? Co ty do cholery z swoim życiem robisz?

Przestań czekać. Zrób krok, drugi i trzeci. Już poręczy się nie trzymasz. Już po schodach się wspinasz. Czujesz powietrza strumienie. Nie wiesz co się z tobą dzieje, co właśnie przeżywasz. Nic w tym dziwnego. Przecież jesteś niedoświadczony, kolego. To jest właśnie życie. Gdy wychodzi się, gdy pozostawia się za sobą własne schronienie. Życie się dzieje.

Cóż to za konkluzja? Koluzja?

———————————————-

Wyrosłem na jałowej glebie, od spodu raczej mi się zieleni, to sprawa licznych, w mym życiu, cieni.

———————————————-

Twoja dusza do mnie przemówiła,
odejść mi pozwoliła.
Przez to ja tobie,
za twą przysługę dla mnie,
pomoc daję.
Wyciągam rękę mą do ciebie,
jeżeli chwycisz ją,
przyjdę do ciebie.
Jeżeli pozostawisz ją wolno,
nic się złego mi nie stanie.
Chwyci mnie za moje ramie,
po głowie mnie poskrobie,
i cóż mi ona powie?
Na zdrowie! 🙂

———————————————-

Orte

Na zawsze?

Kołacze, płacze. Nie usłyszany, się pogrążam, rozpaczam, się staczam. Zasłuchany, muzyką onanizowany, myślami terroryzowany. Moimi lękami kierowany, schematami wewnętrznymi rozgrywany. Zapętlony, więc i pozornie zagubiony. W schemacie mym odnaleźć się próbuje, lecz przez to życie mnie kłuje. Miłości strapiony, bliskości, stęskniony. Nadziei pozbawiony, lecz ciągle oszukany, jakobym mógł ułożyć się obok mej damy. Przecież ja wszystko zapomnę, wybaczę. Obraz w głowie fałszywy mi powstaje, iżby tobie zależało, iżby tobie dalej się ze mną być chciało, po prostu przy mnie czasem miło odpoczywało, w oczy me wpatrywało. Że może o mnie myślisz, że może tęsknisz, że może uparta jesteś i się nie odezwiesz. Tak się oszukuje, przez to się rujnuję. Na własne życzenie dostaje mocne znietrzeźwienie. Się chwieje. Kiedy narkotyk ten odstawie? Kiedy w pełni zrozumie co się ze mną dzieje? Kiedy wytrzeźwieje? Kiedy pętlę przerwę? Co się zmienić musi? W jakim miejscu życie me znaleźć się musi?

Wiesz, że czasem łatwo nie ma, nawet gdy z pozoru wszystko jest jak trzeba. Każdy z nas przez doświadczenia przemierza. Każde coś zmienia, niczym grawitacja, tor lotu na nowo dla ciebie za każdym razem odmierza. Lecz z jaką siłą ów grawitacja zadziała, to już tylko twoja sprawa.

Na zawsze? – Tak będzie? Co? Razem?

Hakuna matata.

———————————————-

Obojętność życia,
codziennego bycia,
niechęć do chorego współżycia,
koluzyjnego schematu,
obserwowanego w rodzinnym baraku,
pozorności normalności,
w rzeczywistej mizerności,
zakłamanej przez siebie codzienności,
niechęci do poprawy,
do gruntownej zmiany.
Żyć w tej obłudzie,
nie umie.
Obojętność przychodzi,
życie me trwoni,
obrzydzenie wywołuje,
do kobiet powoduje,
do stworzenia związku powstrzymuje.
Obojętność ta musi być przerwana,
do normalnego egzystowania,
do możliwości pokochania,
dobrego sprawowania,
jedności pozostania,
zdrowego komunikowania,
otoczenia odbierania,
nie atakowania.

———————————————-

Oglądają,
się zastanawiają.
Podziwiają,
szukają.
Szczęścia u cudzych,
szukają,
gdyż swego nie mają.
Gdyż szczęście swe w oddali mają,
poradzić temu w żaden sposób nie zdołają.
Więc czekają,
i czekają.
Gdyż co pewien czas,
szczęście swe odkrywają,
gdy na drodze swej się spotykają.

———————————————-

Orte

Gdy przychodzi ta dnia pora

Codziennie przychodzi ta pora. Z rana i wieczora. Podchodzą i odchodzą. Przechodzą. Nawet się nie zastanawiają, lecz po prostu, to robią. Zmierzają, przemierzają. Wchodzą i wychodzą. Na nie nie zważają, gdyż ich zazwyczaj, w prozaiczności, nie dostrzegają, a one za każdym razem się otwierają. Otwierają się i zamykają. Autonomiczna praca ta. Ha.

Kto tym steruje? Któż to programuje? Ten człowiek na to się decyduje. Może w końcu się na coś zdecyduje? Jak je zaprogramuje? Jak je ustawi? Czy go to zbawi? Czy go to w zadumę wprawi, lecz życia na chwile pozbawi? 

Gdy przychodzi ta pora dnia, ktoś otwiera i zamyka je co dnia…

Zachodzi, nie wschodzi.

 ———————————————-

Miłość zawiła,
ducha mego otuliła,
przez co mą osobą do ciebie przemówiła.
Powiedzieć ci chcę,
iż kocham cię.
Kocham nieustannie,
porannie,
południami, jak i wieczorami.
Ślę mymi pokłonami, falę,
myśląc, iż twe serce zbawię,
do siebie rozpalę.
Jakież to naiwne nastawienie,
czekając na serca mego zbawienie,
iżby zmienić to coś miało,
żeby mnie ono ponownie kochało.
Cóż się ze mną stało?
Obiecało,
więc stanowcze względem ciebie się stało.
Poznawać ciebie od początku zachciało,
jak dotąd chcieć tegoż nie przestało.
Zbłądzone serce me, już swoje wie.
Ono zrozumiało, kochać samego siebie nastało,
podzielić się z tobą tym chciało,
lecz mimo to,
kochać cię,
jak już wspomniało,
nie przestało.
Miłość, zawołało.

———————————————-

Orte